piątek, 8 marca 2013

walka z nogą ciąg dalszy

Cóż - nie będę oryginalna. Lewa noga dalej pobolewa. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na sprawy przeciążeniowe. Przejrzałam swoje statystyki na Endomondo i... cóż, wcale się nie dziwię, że skończyło się tak jak skończyło:


W listopadzie zaczęłam biegać. dystans: 17 km z groszami. W grudniu wybiegałam już blisko 75 km. W styczniu ponad 90.  Jednym słowem sama prosiłam się o kontuzję, endorfinki oblepiły mi za bardzo zwoje mózgowe ;)
Drogi czytelniku/czytelniczko. Jeśli właśnie jesteś początkującym biegaczem, oprzyj się pokusie zbyt szybkiego zwiększania ilości treningów. Bo to może boleć.

Luty i marzec mijają mi na próbach leczenia kontuzji. Coś tam sobie pobiegnę (bo nowe buty, cudownie lekkie i samobiegające;) korcą- ale widać jak to wygląda:)
Zaprzyjaźniłam się z chłodzącym kompresem żelowym, ćwiczeniami wzmacniającymi (jak zobaczycie gdzieś wariatkę, która idzie na pietach - to pewnie będę ja) i rozciągającymi.
I odnowiłam znajomość z fizjoterapeutą. Wczoraj byłam na seansie: moje mięśnie w łydce zostały powygniatane na wszystkie strony. Ja zostałam powyginana i  porozciągana w każdą możliwą stronę. Oprócz tego odbyła próba ustawienia mi miednicy, albowiem wyszło, że mam ją z lekka zwichrowaną - co też mogło się przyczynić do moich kłopotów.
A i i znów świecę różową taśmą. tym razem z przodu nogi :)

Planowany półmaraton... wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie tym razem. Oprócz moich kłopotów mięśniowych doszedł inny: najzwyczajniej w świecie nie mamy z kim zostawić dzieciaków.

A na zakończenie pokażę Wam filmik, który wynalazł mój znajomy: o taka idea biegania - po prostu przed siebie, gdzie oczy poniosą bardzo do mnie przemawia. I te widoki!






Sarah Ridgway - Mountain runner from Polished Project on Vimeo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Matkabiega , Blogger