Przejdź do głównej zawartości

Posty

Węgry cz. 3 Salomon Visegrad Trail

Punkt jedenasta ruszyliśmy. Dwieście czterdzieści cztery osoby, z czego połowa to płeć piękna. Ustawiłam się gdzieś bardziej z przodu - ale na pierwszych kilku kilometrach parę dziewczyn wciągnęło mnie nosem. Prawie od razu zrobiło się pod górkę.
Trasa szczęśliwie szła głównie lasami. Fragmenty na otwartej przestrzeni były straszne ze względu na bezlitosne słońce.

Nie jestem w stanie opowiedzieć kilometra po kilometrze. W głowie zostały mi obrazy, fragmenty. Część z nich nie umiem przypisać do konkretnego momentu biegu. Pamiętam ścieżkę idącą wśród wysokich, potężnych drzew, mam wrażenie, że głównie dębów. Ludzie wyglądali tak nędznie na tle tych konarów i pni, że aż wyciągnęłam telefon i usiłowałam w biegu zrobić zdjęcie.
Pamiętam przeloty polanami, gdzie człowiek od razu przyspieszał, żeby jak najszybciej skryć się pomiędzy drzewami. Pamiętam singletracki przez dzikie, pełne kolorowych kwiatów łąki, albo trawersujące zbocza ścieżki wprowadzające w bieszczadzkie klimaty.




Mocno zaskoc…
Najnowsze posty

Węgry cz. 2 o tym jak nie powinien wyglądać dzień startu

Tak jak pisałam w poprzedniej części, z tego co pamiętam, na liście startowej Salomon Visegrad Trail znalazłam się nie przebiegnąwszy ani jednego kilometra po porodzie. Czerwiec był tak odległym terminem, a po drodze był przecież jeszcze Półmaraton Warszawski, że całe te Węgry zepchnęłam gdzieś na samo dno mojej głowy. W kwietniu temat wypłynął, jakiś głosik zaczął szeptać mi w uchu "to już blisko!". Mój start w Biegu Łosia po Kampinosie miał być takim trochę treningiem przed trailem na Węgrzech.
A potem sobie wymyśliłam, że muszę choć troszkę popracować nad siłą moich nóg. I polazłam sobie poskakać na milion sposobów po schodach. Poskakałam tak skutecznie, że coś mnie zaczęło ciągnąć w okolicach mięśnia dwugłowego. Myślę, że nie same skoki tu zawiniły. Zerknąwszy w moje statystyki biegowe okazało się, że w maju na rekord poszłam jeśli chodzi o ilość przebiegniętych kilometrów. Ponieważ wśród znajomych akurat szalała jakaś plaga kontuzji, nie chcąc być następna, grzecznie od…

Węgry cz.1 dookoła Balatonu

Skąd na przełomie maja i czerwca znaleźliśmy się na Węgrzech? Ano mój mąż wymyślił sobie triatlon nad Balatonem :) I nie dosyć, że wymyślił, to jeszcze wypatrzył, że tydzień później niedaleko Budapesztu odbywa się bieg, Salomon Ultra Trail Hungary. Najkrótszy dystans w ramach tej imprezy to niecałe 29 km i na ten dystans ochoczo kazałam się Tiborowi zapisać. Z tego co kojarzę zrobiłam to zanim zaczęłam biegać po porodzie... Człowiek to jednak szalony jest :).
Tydzień pomiędzy obiema imprezami postanowiliśmy spędzić objeżdżając powoli na rowerach Balaton (tak naprawdę objechanie jeziora przy małym spięciu pośladów to kwestia dwóch dni).

Do mojego biegu wrócę jeszcze, a na razie przedstawię Wam pokrótce okoliczności dotarcia do Balatonkenese - czyli miejscowości, w której był organizowany Balatonman.

Znacie te wszystkie teorie: człowiek przed zawodami powinien być wypoczęty, zrelaksowany i tak dalej? A my wyruszyliśmy z trzygodzinnym opóźnieniem. W trakcie dwa razy nadzialiśmy się na sp…

Bieg Łosia

Bieg Łosia mignął mi gdzieś przypadkiem na Facebooku. Zainteresowałam się, bo odbywał się po sąsiedzku, w Puszczy Kampinoskiej. 17 km z groszem? Hm... Zważywszy na fakt, że trzy tygodnie później mam bieg w terenie na Węgrzech, uznałam, że takie bieganie po lesie bardzo mi się przyda.

Sam wyjazd był arcyciekawy :) Przede wszystkim po raz kolejny szukałam paska na numer startowy. Mamy ich w domu chyba ze trzy sztuki. I zawsze któryś z nich znajduję przy okazji szukania czegoś innego. Znajduję - i odkładam w takie miejsce, że jak przyjdzie do jakiegoś startu, żeby łatwo było znaleźć. A potem w dwójkę latamy po mieszkaniu, przerzucamy rzeczy, każde z nas oczywiście "gdzieś go widziało" i kończy się i tak na agrafkach :)
Mogę jeszcze wspomnieć o walce z moim najstarszym synem, którego nie chciałam puścić na urodziny kolegi w przeraźliwie brudnych, ukochanych spodniach dresowych. Spodnie te zdaniem mojego syna były nówka sztuka nieśmigana, a plamy to wina pralki, która pierze źle …

Majówka

Wyjazd na majówkę był zabawny i dziwne, że moja mama mnie nie udusiła :)
- Mamo, weźmiesz dwójkę chłopaków? Albo wiesz, jednak nie, może pojedziemy całą rodziną. Wiesz - może jednak weźmiemy oprócz Matyldy Szymona - to jednak ta dwójka... Nie jedziemy nigdzie. Pogoda jest paskudna w całej Europie.
To ostatnie było aktualne aż do piątku przedmajówkowego, gdy w ciągu godziny spakowałam całą rodzinę i jadąc przez Łódź, gdzie jednak odstawiliśmy starszaków moim rodzicom i zgarnąwszy znajomych, obraliśmy kierunek na okolice Triestu. Wg map pogodowych było to jedno z nielicznych miejsc w Europie, gdzie była szansa na pogodę i odrobinę ciepła.
Czemu tam? Na wspinanie. Niedaleko, po słowieńskiej stronie znajdował się najbardziej znany, ale i najtrudniejszy Osp (większość naszej ekipy nie miała tam czego szukać). Plan był, żeby uderzyć do znajdującego się w okolicy Crnego Kalu, który wg przewodnika oferował też łatwe drogi.
Ha!





Ja wiem - to może być marudzenie tej baletnicy co to jej rąbek. Bo…