niedziela, 25 stycznia 2015

Gran Canaria cz.I czyli jak to było z zapisaniem się na bieg

Skąd pomysł na bieg na Gran Canarii? Cóż – z masy ulotek nabranych przy okazji innych biegów – nie pamiętam już czy w Barcelonie czy w innym miejscu.
Polecieć na Gran Canarię, miejsce, które głównie kojarzy się z leniuchowaniem i plażowaniem, po to, żeby pobiegać? Czemu nie :) Później jeszcze dołączył do tego plan pożyczenia rowerów i motocykla.

Tibor, mój mąż, pierwotnie napalił się na maraton. Tak bardzo, że nawet zapisał się na niego. Potem jednak ogarnęły go wątpliwości: Ja jakoś średnio byłam chętna do zaczynania roku od 42 kilometrów. W dodatku okazało się, że trasa maratonu to dwie pętle przez Las Palmas. Dwa razy biec tymi samymi ulicami?
Ponieważ oprócz dystansu maratońskiego można było wziąć udział w półmaratonie i biegu na 10 km, postanowiliśmy zapisać się na połówkę. I tu kończy się to co proste :)

Małżonek napisał do organizatorów, że zmienił zdanie i czy można by go przepisać na krótszy dystans. Otrzymał odpowiedź, że ma się nie martwić, skoro jeszcze nie uiścił opłaty; strona www i tak będzie zmieniana nową, w czerwcu przez nową witrynę zapisze się jeszcze raz, stary zapis będzie nieważny.
Więc czekaliśmy sobie grzecznie na czerwiec. I przyszedł czerwiec. I przyszedł dzień, w którym światło dzienne miała ujrzeć nowa strona. I mijały dni następne, kilka dobrych tygodni minęło. I nic. No tak. Hiszpania. Mañana.
Nie pamiętamy niestety dokładnie jak długi poślizg mieli organizatorzy – ale coś w okolicach miesiąca z tego co pamiętam. 

Wreszcie. Jest! Małżonek rzucił się do zapisywania. Poznałam to po tym, że na maila przyszła mi wiadomość "thank you for registering”. Cóż z tego, skoro nie wiadomo było jak zapłacić za bieg. Konto zostało założone, można się było zalogować na stronie i nic z tego logowania nie wynikało poza tym, że u góry widniał napis, że jest się zalogowanym:)

Mail do organizatora. Tak, tak, rzeczywiście mają mały błąd na stronie, zaraz go naprawią. To oni usuną nasze konta i mamy zarejestrować się jeszcze raz.
Najpierw okazało się, że pomimo zapewnień konta nie zostały usunięte i nie można się było jeszcze raz zarejestrować, bo strona twierdziła, że już istnieje takie konto. Kolejny mail do orgów. Tak, tak, oni bardzo przepraszają – teraz już powinno być okNie było ok. tym razem strzałki na stronie, które miały biegacza przenosić na następny krok rejestracji, działały na odwrót – te do przodu w rzeczywistości cofały na poprzednią stronę. Spoko – jak już człowiek się zorientował o co biega – dał sobie radę. znów widzę w mailach "thank you for registering”. Niestety i tym razem nie udało się zobaczyć strony z płatnościami.
Mail do organizatora. Tak, tak, bardzo przepraszają. Proszą o spróbowanie jeszcze raz – usuną stare konto, założymy nowe.
Założone. Jest! Thank you for registering po raz kolejny. Próba płacenia kartą – nie udaje się. Żadna karta nie wchodzi – nie wiadomo dlaczego.
Mail do organizatora. Tak, tak – rzeczywiście odkryli mały błąd. To oni usuną nasze konto, proszę założyć je jeszcze raz – i tak dalej i tak dalej...
Zaczynamy od nowa. Znów próba. Thank you for registering againZnów bez powodzenia. Tym razem orgowie stosują standardową odpowiedź administratora „dziwne, u mnie działa”. No a u nas nie. Po kolejnej wymianie maili, dostajemy zgodę na przekazanie opłaty startowej przelewem na nr konta i już po miesiącu prób Zostaliśmy oficjalnie wpisani na listę startową Disa Gran Canaria Media Maraton



PS. Dziś, już po biegu usiłowałam zerknąć na oficjalne wyniki. Przeszukałam witrynę biegu wzdłuż i wszerz – nie znalazłam. Tibor podrzucił mi pomysł, że może trzeba się zalogować. Ale konto zakładał mi on i nie za bardzo już kojarzył wpisywane dane. 
Spróbowałam na czuja – nie udało się. Ale jest opcja „nie pamiętam hasła” - super! Wpisałam maila i ...na stronie ukazała się informacja, że konto osoby, która posługuje się takim mailem jest zablokowane. Podejrzewam, że to dalekie echa sytuacji opisanej wyżej. Ale jakim cudem, pomimo zablokowanego konta, organizatorzy przysłali mi przed biegiem informację na tegoż maila o przyznanym mi numerze startowym – to już pozostanie ich słodką tajemnicą ;)



O urokach Gran Canarii – czyli co robiliśmy w dni poprzedzające bieg i o samym biegu – w następnych wpisach.

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Długo się zastanawiałam, gdzie chcesz wsiadać :-):-) zanim zrozumiałam, że chcesz się za siebie wziąć. Powodzenia! Nawet jeśli początki będą trudne, ciało sobie przypomni dawna aktywność

      Usuń
    2. Komentarz zawiera lokowanie produktu ;-)

      Usuń
  2. nie mogę się doczekać kolejnych wpisów! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Winszuję cierpliwości i samozaparcia :-D
    A propos standardowej odpowiedzi admina, to jest taki dowcip - przychodzi informatyk do lekarza:
    - Panie doktorze, wątroba mi wysiada.
    - Dziwne, u mnie działa...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Matkabiega , Blogger