Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą urodziny. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 24 lutego 2013

Urodziny

Urodziny
Urodziny. Lubię je. Zresztą jak tu nie lubić, skoro rano rzuca się na mnie trójka dzieci z laurkami, a od męża dostaję wymarzonego , wyczekanego, wywzdychanego Garmina :)
Oczywiste jest to, że trzeba go było wypróbować. Rano pogoda spłatała psikusa: przyszła obrzydliwa odwilż, z deszczem. Padający od paru dni śnieg w oczach zamieniał się w mokrą breję.
No ale zegarek, nowiuśki, świecący, nówka sztuka nie śmigana - nooo niech przestanie padać!
Przestało.
Było...ciekawie. Mąż to określił mianem "snow&water protection". Owszem, czasem chodniki były odśnieżone  częściej jednak lądowało się w gęstej śniego- brei. Dzikie podskoki, slalomy i inne karkołomne figury średnio pomagały: po 5 minutach w butach nam chlupało. Po następnych pięciu mąż rozbryzgując wodę z kałuży i zapadając się w topiący się śnieg po kostki, stwierdził: "A wiesz, ja już cię rozumiem o co Ci chodziło, gdy pisałaś na blogu, że jak się biega to jest się ponad tą całą zimę". Rzeczywiście chwilami wyglądało to zabawnie: ludzie opatuleni w kurtki, szaliki, ostrożnie drepczący przez roztopy, a pomiędzy nimi para wariatów w geterkach, cienkich bluzach i oczojebnych butach (to ja) zasuwa do przodu nie zważając na wodę i śnieg.
Po 9 kilometrach skierowałam się w  kierunku domu, uznając,że już wystarczająco przegięłam z dystansem - przecież miałam się oszczędzać ze względu na pobolewającą nogę. 
Ach, ale ten Garmin. I słoneczko, które wyszło zza chmur. I urodziny. I chwilowo miałam w nosie wszelkie zasady.
To był bardzo sympatyczny dzień.



Copyright © 2016 Matkabiega , Blogger