poniedziałek, 11 lutego 2013

Matka dalej nie biega

Parę razy porobiłam delikatne próby czy noga dalej mi dokucza -  popodskakiwałam w miejscu: boli, kurczę.
W środę umówiłam się na wizytę u fizjoterapeuty na ogólny przegląd postawy i omówienie moich dolegliwości: mam nadzieję, że to coś banalnego.
Źle mi z tym, że nie biegam - choć to dopiero parę dni. Ciągnie mnie. Widzę ścieżki, po których truchtałam i wyobrażam sobie siebie. Słyszę w radio muzykę, którą puszczałam podczas biegania - i znów: wyobraźnia działa.
A 25 marca coraz bliżej...


Ale żeby nie był to taki pesymistyczny wpis - pochwalę się dzieckiem nr 1.
Na ferie pojechaliśmy z zamiarem sprawdzenia jak nasze dziecię, lat 6 i 7 miesięcy, odnajdzie się na nartach. 
Wiktor odnalazł się całkiem dobrze. 
Instruktor oddał go nam zadając standardowe pytanie osób mających z nim do czynienia po raz pierwszy: "czy on zawsze jest taki żywy?", ale oprócz tego był pozytywnie zdziwiony tempem nauki ;)
Pierwszego dnia rano uczył się jeździć i korzystał z najwolniejszego wyciągu orczykowego dla osób początkujących.
Po południu zażyczył sobie korzystania z orczyka szybszego i dłuższego
Drugiego dnia postanowił zjechać z normalnego stoku, nie z oślej łączki i bez problemu korzystał z wyciągu krzesełkowego.
Po południu odwalił numer unosząc w trakcie jazdy nartę do góry mówiąc "patrz, tatuś ja też potrafię jeździć na jednej narcie!"
Trzeciego dnia instruktor na normalnym stoku ćwiczył z nim skręcanie, a Wiktor wydawał dzikie okrzyki radości podskakując na muldach.


Stworzyliśmy potwora nartowego



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Matkabiega , Blogger