wtorek, 3 września 2013

Zakrzywienie czasoprzestrzeni

Ostatni weekend spędziliśmy w sielskich klimatach mazowieckiej wsi.
25 km od Płocka stoi sobie drewniana chałupka mająca blisko 90 lat. Należała kiedyś do moich pradziadków. Teraz służy celom rekreacyjnym moim rodzicom, a od czasu do czasu i my tam jeździmy odsapnąć od miasta.
W planach było bieganie. Plany planami - chęci było jakoś mniej ;) Najpierw małżonek bardzo dokładnie odkurzał samochód. Bardzo dokładnie. Mega dokładnie. A potem uznaliśmy, że trzeba  pograć w badmintona. Odbijanie było nudne - więc utrudniliśmy sprawę wprowadzając do gry dodatkową lotkę. Efekt był taki, że wieczorem miałam problemy z utrzymaniem szklanki w ręku, która wymachiwała rakietką:)
Niedziela również przebiegała pod znakiem lenia - tym bardziej, że ranek był chłodny i deszczowy. Po południu jakoś zebraliśmy się do kupy, wcześniej informując moich przygotowanych już do wyjazdu rodziców, że w ciągu godziny będziemy z powrotem.
Trasę ustalił małżonek. Parę razy jeździł po okolicy rowerem - wymyślił kółko polnymi drogami, wylecieć mieliśmy w sąsiedniej wsi, Zdziarze. Szosą dzieliło nas od niej 900 metrów.
Okoliczności przyrody były bardzo malownicze. Piaszczysta droga zawijasami szła wśród pól i łąk. Czasami wskakiwała do lasu, okrążała rozrzucone tu i ówdzie domostwa. Fajnie się biegło, tylko..gdzie ten Zdziar?
Gdy zegarek piknął mi szósty kilometr podzieliłam się ze swoimi wątpliwościami z mężem. Ja wiem, że droga polna kluczy - ale ile można kluczyć wokół oddalonej o niecały kilometr wsi? T. pewnym głosem stwierdził, że dobrze biegniemy, on to pamięta, zaraz wybiegniemy na szosę.
Gdy zegarek piknął mi siódmy kilometr zaczęłam się dopytywać czy aby na pewno nic mu się nie pomyliło i może miał na myśli oddalone o 5 km Staroźreby? Nie, niemożliwe, to na pewno Zdziar, droga kluczy dlatego mi się wydaje, że pobiegliśmy za daleko.
Gdy zegarek oznajmił, że osiem kilometrów za nami, zobaczyłam majaczącą przed nami wieżę kościoła w Staroźrebach.
Taaaa...
Nie powiem, nie byłam zachwycona i pomarudziłam trochę, wkurzając tym męża. Nie byłam nastawiona na dłuższe bieganie. W dodatku moim rodzicom powiedzieliśmy, że w ciągu godziny będziemy. A teraz pi razy okno wyliczyłam, że całkowity dystans wyjdzie w okolicach 14 km.  No, nie na tyle się nie nastawiałam. I tempo biegu też było pod krótszy dystans. A teraz nie można było zwolnić - trzeba było grzać do dzieciaków, szybki prysznic i w drogę do domu.
Skręciliśmy w następną polną drogę prowadzącą mniej więcej w kierunku domu. Udało się wybiec w tym nieszczęsnym Zdziarze - akurat w tłumek okolicznych mieszkańców w odświętnych strojach czekających na popołudniową mszę.
Ostatecznie przebiegliśmy 15 km. A przez te wszystkie zawirowania okazało się, że pobiłam swój osobisty rekord zamykając się w  czasie 01:16 z groszami :)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Copyright © 2016 Matkabiega , Blogger